Integracja sensoryczna, dlaczego wokół terapii SI narasta tyle pytań?

Rodzice dzieci neuroróżnorodnych bardzo szybko trafiają na pojęcie integracji sensorycznej. Często już podczas pierwszych konsultacji słyszą zalecenie terapii SI niezależnie od tego, czy dziecko ma trudności sensoryczne, motoryczne, społeczne czy emocjonalne. Dla wielu rodzin jest to pierwszy kontakt z całym światem terapii neurorozwojowych. Kolorowe sale, huśtawki, tory przeszkód, deskorolki, hamaki czy kołdry obciążeniowe tworzą obraz oddziaływań, które wydają się intuicyjnie wspierające i „bezpieczne”. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy atrakcyjna forma zaczyna zastępować pytania o rzeczywistą skuteczność i poziom dowodów naukowych. Właśnie o tym rozmawialiśmy podczas audycji Radia 357 emitowanej 30.04.2026, prowadzonej przez redaktor Grażynę Morek. Inspiracją do rozmowy był artykuł dziennikarza Pisma, Pawła Kicmana dotyczący integracji sensorycznej, w którym również miałam swój skromny głos. 

W debacie dotyczącej integracji sensorycznej bardzo często pojawia się argument, że krytycy SI upraszczają obraz tej terapii do „kołderek obciążeniowych”. Takie stwierdzenie padło również ze strony dr Iwony Palickiej. Tyle że warto zadać sobie pytanie, skąd właściwie wzięło się społeczne postrzeganie SI właśnie w taki sposób. Jeżeli środowisko terapeutów integracji sensorycznej doprowadziło do sytuacji, w której terapia zaczęła kojarzyć się głównie z produktami sensorycznymi i modnymi gadżetami, trudno całkowicie odcinać się od odpowiedzialności za ten obraz. Tym bardziej, że sama prezeska Polskiego Towarzystwa Integracji Sensorycznej zwraca uwagę na problem związany z jakością i standaryzacją kształcenia terapeutów SI w Polsce.  Nie oznacza to oczywiście, że każda forma pracy sensorycznej jest pozbawiona wartości. Część dzieci rzeczywiście może korzystać z uporządkowanego ruchu, pracy nad regulacją bodźców czy wspierania obszarów sensomotorycznych. W praktyce klinicznej bardzo często obserwujemy współwystępowanie trudności ruchowych, problemów z praksją, koordynacją czy modulacją sensoryczną u dzieci w spektrum autyzmu. Problem polega jednak na czymś innym, integracja sensoryczna nadal pozostaje terapią o niejednoznacznej bazie dowodowej. Nawet autorzy i badacze przychylni SI podkreślają ograniczenia metodologiczne badań oraz trudność w jednoznacznym potwierdzeniu skuteczności terapii. 

To niezwykle ważne, ponieważ rodzice mają prawo wiedzieć, jaka jest rzeczywista pozycja danej terapii w świecie evidence-based practice. W materiałach promujących SI często pojawia się język sugerujący bardzo szerokie zastosowanie oddziaływań sensorycznych: od problemów emocjonalnych po trudności komunikacyjne czy społeczne. Tymczasem duże raporty naukowe przez lata klasyfikowały interwencje sensoryczne jako oddziaływania nieustanowione, czyli takie, dla których nadal brakuje wystarczających metodologicznie dowodów skuteczności. Jednocześnie trzeba uczciwie powiedzieć, że pojawiają się również bardziej obiecujące badania dotyczące wybranych, standaryzowanych form ASI. 

 

To właśnie dlatego temat wymaga dużej ostrożności i unikania prostych komunikatów w obie strony.

W całej dyskusji szczególnie niepokojące jest automatyczne wpisywanie SI do zaleceń dla dzieci z diagnozą autyzmu. Bardzo często terapia staje się „obowiązkowym punktem” procesu diagnostycznego, nawet wtedy, gdy trudności sensoryczne nie są dominującym problemem dziecka. W praktyce prowadzi to do sytuacji, w której rodzice funkcjonują pod ogromną presją korzystania z wielu kosztownych oddziaływań jednocześnie. Warto pamiętać, że czas, zasoby emocjonalne i finansowe rodziny są ograniczone. Każda godzina terapii oznacza również rezygnację z czegoś innego – odpoczynku, spontaniczności, relacji rodzinnych czy działań o lepiej udokumentowanej skuteczności.

To właśnie dlatego tak ważne jest dziś spokojne i uczciwe rozmawianie o integracji sensorycznej, bez straszenia rodziców, ale również bez budowania przekonania, że jest to terapia o jednoznacznie potwierdzonej skuteczności. W audycji Radia 357 rozmawiamy o tym szerzej: o badaniach naukowych, rynku wokół autyzmu, presji terapeutycznej i o tym, dlaczego rodzice dzieci neuroróżnorodnych coraz częściej czują się zagubieni w gąszczu sprzecznych zaleceń. To rozmowa nie tylko o samej terapii SI, ale również o granicy między wsparciem, nadzieją i odpowiedzialnością specjalistów wobec rodzin szukających pomocy.

Zachęcam do wysłuchania

https://radio357.pl/podcasty/audycje/plac-na-rozdrozu/odcinek/606603/?fbclid=PAVERFWARoa25leHRuA2FlbQIxMABzcnRjBmFwcF9pZA8xMjQwMjQ1NzQyODc0MTQAAad5B6I8xhMooJ9ZLy1LqFHzZnbtep_Zd6VWV7j6QYw9JM4cKYjySxGBclR2Lw_aem_E9ZUHSX8fEz_HooskDxJAw



źródło: 

Garstka, T. (2024). Psychopedagogiczne mity. Jak zachować naukowy sceptycyzm w edukacji i wychowaniu. Wolters Kluwer Polska.


Sternak, A. (2025). Terapia integracji sensorycznej w Polsce. Fakty, mity, analiza fenomenu. Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

INNE

Co wybrzmiało w recenzji „Autyzmu bez lęku”?

W internecie bardzo łatwo dziś o szybkie opinie, mocne nagłówki i kilka zdań pisanych bardziej pod emocje niż refleksję. Tym bardziej cenię momenty, kiedy ktoś naprawdę zatrzymuje się przy książce i próbuje zrozumieć, po co właściwie powstała.

Autyzm – czym naprawdę są zaburzenia ze spektrum autyzmu?

Jeszcze kilkanaście lat temu temat autyzmu funkcjonował w świadomości społecznej głównie poprzez bardzo uproszczone obrazy i stereotypy. Dziś mówi się o nim znacznie częściej zarówno w gabinetach psychologicznych i psychiatrycznych, jak i w szkołach, mediach czy przestrzeni internetowej.