W internecie bardzo łatwo dziś o szybkie opinie, mocne nagłówki i kilka zdań pisanych bardziej pod emocje niż refleksję. Tym bardziej cenię momenty, kiedy ktoś naprawdę zatrzymuje się przy książce i próbuje zrozumieć, po co właściwie powstała. Tak odebrałam recenzję „Autyzmu bez lęku” opublikowaną na portalu Psychiatra Plus- miejscu, które od lat tworzy przestrzeń do rzetelnej rozmowy o zdrowiu psychicznym, ADHD, autyzmie, diagnozie psychologicznej i współczesnej psychiatrii dzieci i młodzieży.
Czytając ten tekst, miałam poczucie, że została zauważona najważniejsza idea tej książki. Nie chciałyśmy z Anną Pawlaczyk pisać kolejnego poradnika obiecującego rodzicom „naprawę” dziecka albo prostą receptę na autyzm. Zależało nam bardziej na uporządkowaniu chaosu, który dziś otacza temat spektrum autyzmu i neuroróżnorodności. W gabinecie bardzo często spotykam rodziców zmęczonych nadmiarem informacji o ASD, ADHD, terapii autyzmu czy rozwoju dziecka. Internet pełen jest viralowych treści, pseudonaukowych porad i prostych odpowiedzi na bardzo złożone kwestie. Problem polega na tym, że rozwój człowieka rzadko bywa prosty i przewidywalny.
Bardzo ważne było dla mnie również to, że w recenzji mocno wybrzmiał temat patrzenia na autyzm nie tylko przez pryzmat trudności czy „objawów”, ale też różnicy w sposobie odbierania świata, komunikacji i regulacji emocji. Mam poczucie, że właśnie tego najbardziej brakuje dziś w rozmowie o spektrum autyzmu- próby zrozumienia człowieka, a nie wyłącznie analizowania zachowań pod kątem diagnostycznych checklist.
Poruszył mnie też fragment dotyczący empatii. Od początku zależało mi, żeby pokazać, jak bardzo krzywdzący jest stereotyp osoby autystycznej jako „chłodnej emocjonalnie”.
W praktyce klinicznej często obserwuję coś zupełnie odwrotnego, czyli bardzo intensywne przeżywanie emocji, tylko wyrażane w mniej typowy, mniej społecznie oczywisty sposób. To jedna z tych rzeczy, które trudno zmieścić w krótkim poście czy jednym slajdzie na Instagramie, a które mają ogromne znaczenie dla rodziców próbujących zrozumieć swoje dziecko.
Jeżeli chcecie przeczytać całą recenzję, zostawiam link poniżej. Myślę, że to jeden z tych tekstów o autyzmie, które nie próbują straszyć ani budować sensacji wokół neuroróżnorodności. Zostawiają za to przestrzeń na refleksję, trochę spokoju i bardziej uważne spojrzenie na spektrum autyzmu.

